Kategorie

Explosions


  • Kod: ESP1009
  • Producent: ESP Disk (USA)
  • Wykonawca: Bob James Trio
  • Nośnik: CD
  • Instrument lidera: piano
  • Cena: 65,99 zł
  • Poleć produkt

Avant Jazz / Free Improvisation / Avant-Garde
premiera polska:
2012-06-19
kontynent: Ameryka Północna
kraj: USA
opakowanie: digipackowe etui
opis:

Diapazon.pl:
Bob James. Ikona najbardziej zdegenerowanego fusion, pop jazzu, smooth jazzu. Zdobywca nagród Grammy za "Best Pop Instrumental Performance"w 1980 r. i "Best Fusion Performance" w 1986 r. aż po "6th Best Selling Jazz (???) Album of the Year" serwisu smoothjazz.com w r. 2003. Jeden z ostatnich muzyków o których mógłbym powiedzieć coś dobrego. Cóż więc takiego się wydarzyło? Czy artysta postanowił zmienić stylistykę, czy może mój gust odmienił się na tyle, że postanowiłem o nim napisać?

Jest rok 1965. W czerwcu Ornette Coleman nagrywa swoją "Chappaqua Suite", W drugiej połowie tego samego roku John Coltrane tworzy m.in "Kulu Se Mama", "Meditations" i "Ascension". W grudniu wielki Kwintet Milesa Davisa koncertuje w chicagowskim Plugged Nickel Club, a Don Cherry nagrywa "Complete Communion".

Nieco wcześniej, 10 maja 1965 r. do nowojorskiego studia wytwórni ESP wchodzi mało wówczas znany, dopiero po debiutanckiej płycie ("Bold Conceptions" -1963), pianista Bob James. A wraz z nim basista Barre Phillips (w niespełna dwa miesiące później bierze udział w New Thing At Newport z Archiem Sheppem) i najmniej znany z tria, nigdy właściwie niedoceniony awangardowy perkusista, Robert Frank Pozar (po zmianie imienia w latach 70. znany jako Cleve Pozar). W latach wcześniejszych partner samego Erica Dolphy'ego (1964), a w późniejszych współpracownik Jimmiego Garrisona i nowojorskiego trębacza Billa Dixona oraz pianisty Gene'a Y. Ashtona (obecnie występującego pod nazwiskiem Cooper-Moore).

Prawdziwymi bohaterami tego nagrania są jednak Robert Ashley i Gordon Mumma, bez których powstałoby być może kolejne mniej lub bardziej ciekawe nagranie jazzowego tria zamiast bodajże pierwszego w historii zderzenia improwizowanego jazzu z awangardową elektroniką. Pamiętamy, że Ilhan Mimaroglu i Kwintet Freddiego Hubbarda swoją "Sing Me a Song of Songmy" wydają dopiero w roku 1971. Warto w tym miejscu wspomnieć również o pierwszej autorskiej płycie Roberta Pozara "Good Golly Miss Nancy" (Savoy -1967) na której to zalazł się dialog perkusji i taśmy magnetycznej z zapisem kompozycji Michaela Sahla, i następnej "Cleve Solo Percussion" nagranej z użyciem echoplexu.

Robert Ashley (ur.1930) jak i Gordon Mumma (1935) to znaczący twórcy amerykańskiej muzyki współczesnej, aktywni również jako organizatorzy. Robert Ashley w latach 60. działał przy słynnym "ONCE Festival" w Ann Arbor (na terenie którego obaj zresztą w tym czasie mieszkali) - dorocznym przeglądzie nowej sztuki. Gordon Mumma jest jednym ze współzałożycieli "Cooperative Studio for Electronic Music" - jednego z pierwszych tego typu w USA. Do jazzu zbliżali się rzadko. Częściej Gordon Mumma, więc spośród szerokiego grona artystów z którymi współpracował wymienię jedynie tych kilkoro bardziej znanych w świecie jazzu: Anthony Braxton, Pauline Oliveros, Frederic Rzewski.

Spośród pięciu kompozycji zawartych na krążku jedna (#4) jest autorstwa Barre Phillipsa, pozostałe cztery wyszły spod pióra Boba Jamesa. Najciekawsze wydają się być te powstałe we współpracy z Robertem Ashleyem (# 2 i 5). "Dziwne dźwięki" rodem z awangardowych studiów muzyki elektronicznej: szmery, zgrzyty, pluski, świsty, wybuchy, przetworzony głos ludzki w homogeniczny sposób łączą się z klasterami, miejscami preparowanym fortepianem i delikatną, przestrzenną pianistyką Boba Jamesa, któremu na tej płycie zdecydowanie bliżej do klasyki dwudziestowiecznej (Schönberg, punktualizm) niż jakiejkolwiek stylistyki jazzowej, no może poza chwilami swingującym utworem ostatnim. W tworzeniu tej dziwnej, pełnej brzmieniowego kolorytu materii dzielnie sekundują basista i perkusista. Miejscami aż trudno rozpoznać czy to "tylko" perkusista z basistą czy "już" elektronika. I w tym też znaleźć można jeden z uroków tego nagrania.

Zdecydowanie najbliżej jazzu (jego postaci free rzecz jasna) w tym nagraniu jest Barre Philips, sprawca mojego zainteresowania się tą płytą - dostrzeżenie go w składzie tria wzbudziło moją ciekawość. Muzyk ten raczej nigdy nie brał udziału w mało ambitnych projektach. Tu już daje się słyszeć to czym zachwycał później, w latach 70. w nagraniach dla ECM (pełna uroku "Mountainscapes" z Johnem Surmanem). Charakterystyczna gra arco, free jazzowe pochody w "And On" (#4) kompozycji swego autorstwa, szczególnie przykuwają uwagę. Tu również dłuższe, bardziej konwencjonalne solo perkusisty. Gra Roberta Pozara pełna szmerów i "hałasu" w tle jest znaczącym dopełnieniem całości. O jego grze na tej płycie recenzent Sinclair Traill napisał, że "przypomina pochód szkieletów po pofałdowanym blaszanym dachu lub garnitury ze zbroi w pralni samoobsługowej".

Czy ocena tego nagrania po z górą czterdziestu latach jest w ogóle możliwa? Wszak kontekst czasu uleciał bezpowrotnie, a wielka rewolucja która dokonała się na styku jazzu i elektroniki w latach następnych radykalnie zmieniła nasz sposób myślenia. Ogromna ekspansja fusion w latach 70. nigdy nie dokonałaby się bez coraz doskonalszych instrumentów elektronicznych. We wspomnianym już w tym miejscu o ponad pięć lat późniejszym nagraniu "Sing Me a Song of Songmy" dość wyraźnie można rozgraniczyć partie jazzowe Freddiego Hubbarda od elektronicznych Ilhana Mimaroglu. W wypadku nagrania Boba Jamesa otrzymujemy zaskakująco jednorodne dzieło. Niewątpliwie warte poznania - tym bardziej, że po wznowieniu go w roku 2001 na płycie winylowej (wytwórnia Abraxas), oraz w tym roku w wersji CD, znów jest dostępne. Dzieło pionierskie, ale ciągle intrygujące. Wielka szkoda, że Bob James być może sprowokowany całkowitym niezrozumieniem przez krytykę jego "Muzyki szmerów" w latach następnych zrezygnował z tej drogi i wybrał banalną komercję. A publiczność? Jak wspominał Robert Pozar "Staliśmy się w Ann Arbor ciekawostką. W jednym semestrze, zatrudniliśmy się w pewnym barze. Zaczynaliśmy o 9 wieczorem. Za dziesięć 9, nie znalazłbyś miejsca do siedzenia. Tak było każdej nocy dopóki tam graliśmy".

Gdyby ktoś zachęcony tą recenzją postanowił sięgnąć po inne płyty Boba Jamesa wyraźnie należy powiedzieć, że jest to jak dotąd j e d y n e znane mi nagranie tego artysty z którym naprawdę warto, ba należy się zapoznać.
autor: Krzysztof Gregorczyk


Editor's info:
Bob James, a recent college graduate, brought ESP a master of a session he had produced, featuring Barre Phillips and Bob Pozar. He chose for the front cover a torn poster he had photographed on a visit to Australia. In 1974, having garnered several gold records, he returned to visit ESP on the ground floor at 290 West End Avenue, in New York City. Lounging in a swing back leather chair, he commented that he thought his ESP album was the best one he had ever made. - Bernard Stollman

muzycy:
Bob James: piano, slide-whistle and percussion
Barre Phillips: bass
Robert Frank Pozar: drums, percussions
Bob Ashley: electromagnetic tape and live electronics
Gordon Mumma: electromagnetic tape and live electronics

utwory:
1. Peasant Boy (James/Mumma) [08:55]
2. Untitled Mixes (Ashley/James) [05:17]
3. Explosions (James) [05:42]
4. And On (Phillips) [08:54]
5. Wolfman (Ashley/James) [06:10]

total time - 38:43
wydano: 2008
more info: www.espdisk.com
We Move Together
59,99 zł
Valve Number 10
62,99 zł
Upcoming Hurricane
56,99 zł
Unity
57,99 zł

Obrazek 1

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: