Catégories

The Hands [Vinyl 1LP+CD]


  • Code: RLP3197
  • Producteur: Rune Grammofon (NO)
  • Prix: 109,99 zł
  • Recommander ce produit

Avant Jazz / Free Improvisation / Avant-Garde
premiera polska:
2018-09-26
kontynent: Europa
kraj: Szwecja
opakowanie: kartonowe etui
opis:

www.nowamuzyka.pl:
Słuchanie muzyki tria Fire! nie powinno nastręczać trudności. Obarczać ich styl określeniem „trudny” jest dla mnie czymś niezrozumiałym. Owszem możemy powiedzieć, że jest to muzyka ciężka, miejscami agresywna, oparta na free jazzie oraz ukierunkowana na improwizację. Tylko, że to wciąż za mało, aby zamknąć w słowach twórczość Matsa Gustafssona, Johana Berthlinga i Andreasa Werliina. Dorzucić należy jeszcze słowa bezkompromisowa oraz odważna. W ich odwadze wychodzenia poza ramy gatunku jazzu upatrywałbym magnetycznej siły. Poprzednia płyta „She Sleeps, She Sleeps” była w głównej mierze powolna. Sekcja rytmiczna zwolniła tempo, a saksofon wygrywał żałobne partie. „The Hands” wnosi korektę do polityki zespołu.

Pierwsze i nieodparte skojarzenie jakie nasuwa się po przesłuchaniu utworu pierwszego to Black Sabbath. Ten sam rodzaj nisko osadzonego brzmienia, nieokiełznanej energii oraz kompletnego zaniku delikatności. Rozwydrzony z pozoru styl grania, w gruncie rzeczy pokazuje mistrzostwo tria. Zwrócę uwagę na żelazną konsekwencję sekcji rytmicznej. Mocne, siłowe granie idealnie stworzone do wyciskania potu ze słuchacza. Na to nakładają się improwizatorskie popisy Gustafssona, przeszywające wstawki, przesterowany bas czy w końcu melodyjne momenty. Surowa i oszczędna forma „When Her Lips Collapsed” odwołuje się do pierwotnych instynktów. Miarowy rytm sekcji rytmicznej zaczerpnięty z muzyki rockowej stoi w opozycji do popisów saksofonu. Mocne, rzężące frazy dają upust istnej furii.

Jako, że stanów pośrednich ten album nie posiada, więc albo mamy doładowanie turbo albo ostudzenie emocji. Właśnie w tym tonie wygrany został „Touches Me With The Tips Of Wonder”. Porozciągane frazy saksofonu, w tle ciekawe perkusyjne przejścia i pomruki basu. Traktowani tu jesteśmy łagodniej niż na początku bardziej poduszką niż młotkiem. Naturalną kulminacją jest najdłuższy na płycie „To Shave The Leaves. In Red. In Black.”. Na upartego można się tu dosłuchać wpływów metalu. Pełny dostojeństwa, kroczącego tempa, ale ze świdrującymi partiami saksofonu. Trochę jakby niemiecki warsztat samochodowy był zarządzany przez hiszpańskiego lekkoducha. Tylko, że to wszystko jest skandynawskie do bólu. Słyszalna jest nuta smutku.

„Washing Your Heart In Filth” wprowadza kilka istotnych modyfikacji z mojego punktu widzenia. Otóż tu uwagę skupia głównie gra Andreasa Werliina. Skomplikowane rytmy, które wprowadzają więcej porywczości i destabilizacji. Jest to o tyle ciekawe, że do tej pory perkusja raczej tworzyła żelazną ramę, a teraz wciela się w rolę prowodyra. Gustafsson stara się dogonić kolegę, a do tego dochodzi jeszcze zrywny styl gry Johana Berthlinga. Drugą ważną zmianą jest „I Guard Her To Rest. Declaring Silence.”. Opleciony dymem z papierosa jazz grany na kontrabasie z wydelikaconą frazą dęciaka. Rzadko spotkać można tak grające Fire! Poważny ton, wyważone granie oraz brak improwizacyjnego szaleństwa. Znakomite zwieńczenie dość krótkiej płyty (niecałe 37 minut). Wszystko to tworzy kolejny, udany album tria. Jednak w przypadku „The Hands” dostrzegam większą pracę twórczą, niż na poprzednich płytach. Widać to po tytułach utworów, umiejętnie zastosowanej elektronice (początki i końce niektórych kawałków) oraz po wypracowanych, rytmicznych wzorach Berthlinga. Doskonałe.
autor: Jarek Szczęsny

esensja.stopklatka.pl:
Dla wielu wielbicieli jazzu improwizowanego nazwisko szwedzkiego saksofonisty (oraz rzadziej klarnecisty i flecisty) Matsa Gustafssona jest wystarczającą gwarancją najwyższego poziomu artystycznego. Po płytę jakiegokolwiek z nader licznych projektów tego twórcy sięgnęlibyśmy – czy to orkiestrowe Nu Ensemble, czy bardziej kameralne The Thing, Summit Quartet bądź Slobber Pup – za każdym razem otrzymujemy muzykę zagraną „od serca”, niestroniącą od odważnych eksploracji, ale jednocześnie kłaniającą się jazzowej i rockowej klasyce. Niezwykle wyraźnie słychać to zwłaszcza w dwóch sztandarowych, ściśle ze sobą powiązanych personalnie, formacjach kierowanych przez Skandynawa: Fire! oraz Fire! Orchestra. Zapowiedź wydania nowej płyty którejkolwiek z nich zawsze elektryzuje oddanych fanów free jazzu. Nie inaczej było, gdy przez kilkoma tygodniami na stronie wytwórni Rune Grammofon (i jej facebookowym profilu) ukazał się zwiastun „The Hands”.

To szósta pełnowymiarowa płyta tria, na którą trzeba było poczekać niemal dokładnie dwa lata (tyle minęło od publikacji „She Sleeps, She Sleeps”). Nie oznacza to jednak, że w tym czasie Gustafsson próżnował; nie tylko koncertował na całym świecie (również z Fire!), ale przede wszystkim brał udział w niezliczonych sesjach nagraniowych, których efekty poznawać będziemy zapewne jeszcze przez wiele miesięcy. Nie zasypiali gruszek w popiele także pozostali muzycy, czyli (kontra)basista Johana Berthling i perkusista Andreas Werliin, udzielający się wspólnie w takich zespołach, jak Angles 9, Time Is a Mountain czy, co jest oczywistością, Fire! Orchestra. Jak widać, Johan i Andreas grywają ze sobą często i nadzwyczaj chętnie, w efekcie znają się doskonale i łapią wspólny drive w ułamku sekundy. Przydaje się to zwłaszcza w czasie pełnych improwizacji występów na żywo, ale podczas pracy w studiu też jest bonusem nie do przecenienia.

„The Hands” to, jak na współczesne standardy, płyta zaskakująco krótka, niespełna trzydziestosiedmiominutowa; wielu zapewne z tego powodu zaklasyfikowałoby ją jako EP-kę. Sami muzycy patrzą na nią jednak jak na pełnoprawny album. I takim też jest. Bo znacznie istotniejsze w tym przypadku od czasu trwania są z jednej strony siła przekazu, z drugiej – ekspresja i wielowarstwowość muzyki Fire! To oczywiście album freejazzowy, ale tym razem free jazz potraktowany został przez Gustafssona, Berthlinga i Werliina jako punkt wyjścia, swoisty kostium, który wzbogacono o elementy rodem z rocka, gotyku, a nawet – a może nade wszystko – doom metalu. Szwedzi nie są wprawdzie tak ekstremalni, jak chociażby panowie z Burning Ghosts, norweskiego Shining, Bohren & der Club of Gore, Earth czy Zu, ale mocy zdecydowanie im nie brakuje. To wydawnictwo jest w stanie sprawić wielką radość zarówno fanom jazzu, jak i tym, którzy na co dzień od podobnych środków artystycznego wyrazu stronią, uznając się za zaprzysięgłych wielbicieli okultystycznego Black Sabbath czy wczesnego Candlemass.

I pomyśleć, że dokonała tego jedynie trójka muzyków – w tym jeden z saksofonem (no dobra, trzema, choć nie jednocześnie, saksofonami), a inny z kontrabasem w ręku. Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że w kilku utworach Johan Berthling sięga również po elektryczną gitarę basową. I są to te kompozycje, w których wpływy gotyckiego doom metalu są najmocniej słyszalne. Ale nie możemy też zapominać o inspiracjach noise’em, pojawiających się pod postacią godnych Merzbowa elektronicznych zgrzytów generowanych przez samego Gustafssona. To już chyba pełna (albo prawie pełna) lista artystów, u których członkowie Fire! zapożyczyli się, wchodząc do studia, aby zarejestrować „The Hands”. Teraz czas, by przyjrzeć się bliżej zawartości albumu, który – bez żadnych obaw o nadużycie – można potraktować jako przedstawioną w siedmiu częściach koncepcyjną opowieść. Płytę otwiera kompozycja tytułowa, w której od pierwszych sekund słyszymy świdrujące dźwięki elektroniczne, przez które z czasem przebija się mocno przesterowany bas Johana. Kiedy dołącza do niego perkusja, robi się rockowo i motorycznie. Pojawiający się na „scenie” jako ostatni lider formacji idealnie wpisuje się w konsekwentnie budowany nastrój; improwizacja Matsa pełna jest niepokoju i mroku, od których na plecach pojawiają się ciarki.

W tym samym kierunku trio podąża w „When Her Lips Collapsed” – powolny, rockowy rytm, po raz kolejny znaczony przesterowanym basem i mocnym uderzeniem „stopy”, staje się fundamentem dla nie mniej posępnej od tej z „The Hands” partii saksofonu. Gustafsson donikąd się nie spieszy; daje sobie czas na wznoszenie potężnego gmachu, z wysokości którego znacznie lepiej niesie się echo. Ale i najwytrwalszy budowniczy musi w pewnym momencie odpocząć. Takie zadanie spełnia trzeci na płycie utwór „Touches Me with the Tips of Wonder”. Szwedzi grają tu znacznie delikatniej, niemal usypiająco, pozwalając słuchaczom (i przy okazji sobie samym) nieco odetchnąć. To konieczne, ponieważ w „Washing Your Heart in Filth” powracają na wcześniejsze tory, choć dostrzec można w tej kompozycji również kilka nowych elementów, przede wszystkim zaś dynamiczne perkusjonalia oraz zadziorny kontrabas. Z biegiem czasu robi się niemal psychodelicznie (dzięki „zasysającej” sekcji rytmicznej), czego nie zmieniają nawet wdzierające się w umysł dźwięki instrumentów dętych. To jednak wcale nie jest jeszcze maksimum energii, jaką potrafi wyrzucić z siebie Fire!. Aby zdać sobie z tego sprawę, wystarczy wsłuchać się w „Up and Down” – kompozycję, której nie powstydziliby się chyba żadni z klasyków ekstremalnego metalu.

Opus magnum albumu stanowi najdłuższy w całym zestawie dziewięciominutowy „To Shave the Leaves. In Red. In Black” (gdzie mu jednak do dłuższego o drugie tyle „She Penetrates the Distant Silence, Slowly” z płyty „She Sleeps, She Sleeps”). Dzieli się dość wyraźnie na dwie części. W pierwszej – podobnej do tego, co można usłyszeć na „The Hands” już wcześniej – free jazz (vide saksofony) przenika się z doom metalem (gitara basowa plus perkusja), w drugiej natomiast – dęciak staje się trzecim instrumentem rytmicznym, grającym unisono z sekcją, w efekcie czego całość zyskuje jeszcze bardziej na sile przekazu. Działa to wręcz hipnotyzująco, w każdym razie na tyle zniewalająco, że trudno uwolnić się od tej muzyki. W tym kontekście wieńczący album utwór „I Guard Her to Rest. Declaring Silence” brzmi… niewiarygodnie (w znaczeniu: wyjątkowo) delikatnie, niemal balladowo. Ale jest to – podkreślmy! – niezwykle smutna ballada, w której posępny kontrabas i przejmujący saksofon potrafią ścisnąć za gardło. To moment nie mniej wzruszający niż „The Spirit of Piteşti” – tytułowa kompozycja z ubiegłorocznej płyty Trespass Trio, w której szwedzko-norweski zespół oddał hołd rumuńskim ofiarom nazizmu i komunizmu. I chociaż muzykom Fire! zapewne nie przyświecała aż tak górnolotna idea, w niczym nie zmienia to faktu, że w budowaniu posępnie natchnionego nastroju dorównali swoim kolegom po fachu.

„The Hands” to obezwładniająco piękna, urzekająca, ale i uzależniająca płyta. Posłuchacie raz, a nie wyzwolicie się spod jej wpływu przez długie godziny, dni, tygodnie, miesiące… Zresztą po co się wyzwalać?
autor: Sebastian Chosiński

All About Jazz - ocena * * * * 1/2
There are reasons to consider the 2018 release of The Hands as an important one for Fire! It was in 2008 that saxophonist Mats Gustafsson, bassist Johan Berthling and drummer Andreas Werlin first came together as a trio with the idea of a fresh approach to improvised music. Given the groups that the three were in at the time—Gustafsson in The Thing and others, Werlin in Wildbirds and Peacedrums, and Berthling in Angles—it was all too easy for Fire! to be branded as a supergroup, something that the group name, complete with that exclamation mark, did nothing to contradict. Their first album, You Liked Me Five Minutes Ago (Rune Grammofon, 2009) did not dispel such talk either; if anything, its mix of jazz and post-rock encouraged it.

Despite the crispness of the trio's music, driven along by Berthling's bass, Fire! recordings have often not featured the trio alone, opting instead for collaborations with guest artists, including such luminaries as Jim O'Rourke and Oren Ambarchi on their second and third albums. In addition, from 2012 onwards there has been the added complication of the Fire! Orchestra, a star-studded ensemble of up to thirty players that was built around the trio, which has issued four albums to date and remains active. The upshot of all that activity is that The Hands is the first album for some years by the core trio Fire!

The good news is that the album's seven tracks, recorded in May 2017, in Sickla, Stockholm, display all the qualities that led many listeners to love the trio back in 2009. Right from the start of the opening title track, the music is propelled by a very unjazzlike bass riff that owes more to heavy rock. When Gustafsson's sax enters the fray, it seems as if electric guitar could be just as appropriate. All of which is reminiscent of Cream bassist Jack Bruce's oft-repeated comment, "Cream was basically a free jazz trio with Eric [Clapton] playing the Ornette Coleman part without knowing it. We just didn't tell him he was Ornette Coleman." Well, Gustafsson isn't Ornette but at times he could pass for 1968 Clapton... and it is such blurring of boundaries by Fire! that is at the root of their popularity. As in any successful trio, be it jazz, rock or whatever, all three players are essential ingredients that fit together as a unified whole, each dependent on the other two.

Together the seven tracks here total under thirty-seven minutes, the dark, heavy, nine-minute "To Shave the Leaves, in Red, in Black" being the only one to exceed five minutes. With Gustafsson deploying various saxophones plus electronics, Berthling on bass guitar or double bass, and Werlin employing feedback as well as percussion, there is plenty of scope to vary the soundscape as well as the mood and tempo, so the three are never close to getting into a rut. Along the way there are surprises too, including occasional sound samples such as the muffled voice that opens "When Her Lips Collapsed." The biggest surprise is saved until last; the closing track, "I Guard Her to Rest, Declaring Silence," is a slow-burning, brooding piece taken at a stately pace, allowing every note to be savoured. It is a terrific way to end a great album. Fire's best album yet? It would be almost impossible to argue otherwise...
By JOHN EYLES

Editor's Info:
For 20 years Rune Grammofon have made a habit of releasing music that is beyond easy classification, in later years typified by Swedish trio Fire!, consisting of Mats Gustafsson, Johan Berthling and Andreas Werliin. All three are highly accomplished musicians, but Fire! music is not "difficult" in the sense that jazz and especially free jazz is often perceived. Very much a tight knit unit with three equal players, Fire! has been likened to powerful guitar led trios such as Cream and The Jimi Hendrix Experience, but with Berthling´s heavy, doom laden basslines being such a typical identifier, we can´t help but thinking of Black Sabbath´s debut album when it comes to hypnotic impact.
The Hands is the trio´s sixth album and once again displays a totally uncompromising and intriguing mix of (mostly) heavy, dark and intensely burning music whether one decide on calling it jazz or rock. The album closes on a quiet and reflective note with the appropriately titled "I Guard Her To Rest. Declaring Silence".
And we say it´s easily their best so far.

muzycy:
Mats Gustafsson: Tenor Saxophone, Baritone Saxophone, Bass Saxophone, live Electronics
Johan Berthling: bass, electric guitar, Hammond organ
Andreas Werliin: drums

utwory:
A1. The Hands
A2. When Her Lips Collapsed
A3. Touches Me With The Tips Of Wonder
A4. Washing Your Heart In Filth
B1. Up And Down
B2. To Shave The Leaves. In Red. In Black
B3. I Guard Her To Rest. Declaring Silence

wydano: 19.01.2018
nagrano: Recorded May 10 – 12th, 2017 at Bruket, Sickla

more info: www.runegrammofon.com
more info2: matsgus.com

Obrazek 1

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: