Catégories

Volga


  • Code: MPSMT001
  • Producteur: Multikulti Project (PL)
  • Prix: 41,99 zł
  • Recommander ce produit

Player


Avant Jazz / Free Improvisation / Avant-Garde
premiera polska:
2017-03-18
seria wydawnicza: Spontaneous Music Tribune
kontynent: Europa
opakowanie: kartonowe etui
opis:

Oficyna fonograficzna Multikulti Project w 2016 roku skończyła 20 lat. Świętując tę "ponadełnoletniość" ogłaszamy debiut nowej serii wydawniczej - której nazwa - Spontaneous Music Tribune - wzięła się od nazwy partnera serii, wyjątkowego miejsca w Internecie - spontaneousmusictribune.blogspot.com, gdzie znaleźć można kompetentne, wyczerpujące i pisane z pasją teksty o muzyce improwizowanej, która zepchnięta została dzisiaj na margines marginesów, a bez której założyciel blogu i my w Multikulti Project nie wyobrażamy sobie życia.

Pierwsza płyta serii to studyjne nagranie niezwykłego kwartetu - Völga – w składzie: Fernando Carrasco, Alex Reviriego, Iván González i Vasco Trilla.
Materiał został nagrany 18 marca 2016 roku w Saudades Studio w Canovelles (prowincja Barcelona).
Premiera płyty nastąpi 18 marca 2017 roku w Magia Roja, Barcelona o godzinie 21:00. Zachęcamy!


spontaneousmusictribune.blogspot.com
Völga! – kwartet artystyczny w składzie: Fernando Carrasco! Alex Reviriego! Iván González! Vasco Trilla!

Völga, kwartet złożony ze śmiało wkraczających w wiek średni, młodych muzyków z Barcelony, doskonale wpisuje się w moje osobiste fascynacje muzyczne i oczekiwania, co do kierunku rozwoju muzyki improwizowanej. Wydawać by się mogło, że płyt z improwizującą gitarą, trąbką, basem i perkusją znamy dziesiątki. Ta płyta jednak przeczy naszym przyzwyczajeniom, istotnie zaskakuje i przykuwa uwagę. Dodajmy, iż krążek, który nas dziś interesuje szczególnie, jest debiutem formacji.

Nazwisko katalońskiego perkusisty i perkusjonalisty Vasco Trilli padło już na tych łamach wielokrotnie. Z trębaczem Ivánem Gonzálezem zetknęliśmy się przy okazji jego pomysłu na grupową, dyrygowaną improwizację pod nazwą Memoria Uno, a także całkiem niedawno, podczas omawiania nowej płyty formacji Free Art Three. Być może nazwiska pozostałych partnerów w kwartecie niektórym z nas mówią jeszcze niewiele. Czas najwyższy, by ze stanu tej niewiedzy skutecznie się wytrącić.

Czas i miejsce zdarzenia: 18 marca 2016r., Saudades Studio, Canovelles (prowincja Barcelona).

Ludzie i przedmioty: Fernando Carrasco - gitara akustyczna i elektryczna, efekty i obiekty,
Alex Reviriego – kontrabas, także preparowany, Iván González: - trąbka, Vasco Trilla – instrumenty perkusyjne. W przestrzeni akustycznej nagrania – od lewej ku prawej słysząc - gitara, zestaw perkusyjny, trąbka i kontrabas.

Co gramy: muzyka improwizowana, pod którą podpisują się jej twórcy, czyli muzycy tworzący kwartet (all music by Völga).

Efekt finalny: cztery improwizacje, opatrzone tytułami (łącznie 47 minut i 33 sekundy), wydane pod szyldem Völga, który jest nazwą własną kwartetu, a także tytułem płyty. Wydawcą jest nowa seria wydawnicza Multikulti Project/ Spontaneous Music Tribune Series. Premiera nośnika fizycznego (CD) odbędzie się 18 marca br. w barcelońskim klubie Magia Roja.

Wrażenia subiektywne/ przebieg wydarzeń:

Valdái. Silnie pobudzony perkusista, niczym złota pozytywka, wprawa w subtelny rezonans wszystkie przedmioty, jakie pozostają w zasięgu jego ręki. Trębacz dmie swoją pieśń otwarcia, która nie ma początku, ani końca, a pojedyncze, głębokie akordy kontrabasisty i metaliczne plamy gitarzysty, wspierają go w żmudnym procesie, którego celem jest istotnie krytyczne przyciągnięcie uwagi słuchacza. Uprzedźmy przebieg wydarzeń – uda się, od pierwszego dźwięku, do samego końca tej rzecznej podróży. Muzycy grzeją swoje akustyczne piecyki (gramy bez amplifikacji!) i wpadają w delikatną wibrację, którą zapoczątkował Trilla. González prątkuje, a wszyscy pozostali plamiąc się wzajemnie, szukają wspólnej ścieżki dźwiękowej dla tej prymalnej eskapady. Na moment dopada ich pomroczność jasna, mówią sami do siebie i moczą nogi w płynnej sonorystyce swoich instrumentów.

Samara. Kontrabas Alexa warczy i grzmi smykiem, generując sprzężenia i gęste, lepkie dźwięki. Fernando wtyka kabel swojej gitary do gniazda i chłonie czystą energię elektryczną wprost z sieci. Podłączeni do prądu zdają się być jednak wszyscy muzycy. Szorują nierówności gramatury podłogi w studiu nagraniowym. Vasco tylko czeka, by załączyć swój dirty resonanse machine (zestaw dzwonków i przedmiotów różnych, które dodatkowo wzbudzają drżenie całego zestawu perkusyjnego). Iván dobija się do powierzchni muzyki, jakby od spodu i krwiście dmie w swojego blaszaka, by nie pierwszy i nie ostatni dziś raz, złamać konwencję tego muzycznego ekscesu. Mnożą się – chytrze eskalowane – wielodźwięki w podgrupach, które nie czekając na wybrzmienie, kleją się do siebie i szukają nowych płaszczyzn współistnienia. Rośnie przestrzeń tego spektaklu, ściany studia rozsuwają się. W pełni rozgrzany Vasco multiplikuje orkiestrę dzwonków i obezwładnia akustykę wydarzenia. Muzyka wrze, kipi, żłobi bruzdy w ścianach. Fernando wciąż plami teren gitarą, a z gryfu ciekną mu się stróżki czerwonej farby. Iván pojękuje, niczym kojot w cieczce. Alex dobywa niskie dźwięki z samej głębi ziemi. Global Acoustic Underground, tak mógłby się nazywać ten kwartet, gdyby miał ochotę na sukces komercyjny. W nasze uszy leje się gigantyczny, powulkaniczny dron, wypełniany przez cztery wspólnie brzmiące, silnie rezonujące ze sobą instrumenty. Z kajetu recenzenta: imponująca jakość dźwięku, którą zawdzięczamy zarówno rejestrującemu nagranie w studio Denysowi Sanzowi, jak i odpowiedzialnemu za mastering Rafałowi Drewnianemu. Gitara rezonuje, niczym przepalony wzmacniacz analogowy, ma swój dramaturgiczny nerw, który nosi nieśmiałe znamiona rytmu. Wybrzmienie kluczowego fragmentu tej płyty jest zatem udziałem głównie Fernando. Iván doskonale kontrapunktuje te eskalacje, Alex w delikatnym wycofaniu snuje jakby swoją prywatną opowieść, a Vasco poleruje talerze, by były czyste na kolejny etap podróży.

Kalmukya. Mały zestaw dzwoneczkowy i skromne dmuchawki ze strony blaszaka. Muzycy kreują nową rzeczywistość, w ramach odzyskiwania równowagi czasoprzestrzennej po wzburzonej Samarze. Fernando powraca do akustycznej inkarnacji swego strunowca. Plecie zmyślne i delikatne drony, stosując głównie technikę flażoletową, pięknie przy tym repetując. Iván i jego trąbka, znów wbrew konwenansom, dokonują zamachu stanu w wysokim rejestrze. Alex lepiej czując klimat artystycznego wycofania tej części opowieści, gra na kontrabasie tak wysokim strojem, że prawie wtapia się w elektroakustykę gitarzysty. Vasco wchodzi w ten melanż z gracją skowronka, nie używając w ogóle bębna i werbla. Powolny, skupiony wielodźwięk, niemal pozbawiony niskich częstotliwości, toczy nas na skraj wzgórza. Wielka orkiestra symfoniczna uroczo jęczy i prosi o łyk wody. Kałmukia wybrzmiewa jednak kompulsywnie.

Astrakhan. Kolejna rzeka zdaje się być dość narowista i najeżona niespodziewanymi kataraktami. Instrumenty rozgrzane do czerwoności (choć rzeki syberyjskie są ponoć bardzo chłodne), łączą się w polirytmiczny taniec. Vasco czuwa nad potokiem zdarzeń, stymulując wibracje i wciąż dorzucając do ognia. Fernando głaska struny ołowianym smyczkiem. Intensywna gra w nieznaczone karty. Dron nieco ustaje, a każdy z muzyków przez moment snuje swoje separatywne mikropowieści. Alex w tym momencie szczytuje najboleśniej i istotnie pełnowymiarowo. Vasco nieustannie zaprasza do rezonowania, a Iván niespodziewanie postanawia zostać perkusistą, jakby na przekór wszystkim. Efektem molekularna, gęsto tkana improwizacja, niemal w estetyce search and reflect. Jej ponadgatunkowość, nieoczywistość i epifaniczny wręcz charakter wyzierają z kajetu recenzenta na pół pokoju. W poszukiwaniu trafnej puenty, Fernando (akustycznie) znów szuka pętli rytmu i gdy ją znajduje, kreśli teren, porządkuje przestrzeń i stawia kolegów do pionu. Vasco przypomina sobie, że zabrał na tę sesję bęben, Alex uderza w struny kontrabasu z niedźwiedzią gracją, a Iván dobywa dźwięki niemal melodycznie i jest zmysłowo hiszpański, jak na Andaluzyjczyka przystało. W finale wszystkich zagaduje jednak perkusjonalista, eskalując wielodźwięki swojej armii metalicznych talerzy. Dramatyzm ostatnich chwil porządkuje dron, wielodźwięk, który powraca kilkukrotnie, nie mogąc podjąć ostatecznej decyzji, co do swojej roli w tym spektaklu, jakby koniec płyty stanowił tu kres czegokolwiek.
Autor: Andrzej Nowak

Liner Notes:
All that tend to expect from an improvising quartet, all the typical delight which we imbibe from the improvising trumpet, guitar, double bass and drums, lose all its significance at this very moment. The album in front of us will significantly break our longstanding acoustic habits, the album which, in 47 minutes, will raise questions and give answers.

Three Catalans and One Andalusian from the heart of Barcelona – assuming rather unusual name Völga – take us on a journey through the world of improvised sounds mainly aiming is to surprise.

Youthfulness, vitality and unpredictability – these are the basic attributes of Völga. Iván González, Fernando Carrasco, Alex Reviriego i Vasco Trilla altogether are younger than
a contemporary, two-person band of British masters of sub-genre improvisation AMM. This is the only clue for those of us who wish to escape to the world of their music upon the purchase of the album.
by Andrzej Nowak
Trybuna Muzyki Spontanicznej
www.spontaneousmusictribune.blogspot.com


All music by Völga

Recorded at Saudades Studio, Canovelles, by Denys Sanz on March 18th, 2016.
Mixed and Mastered by Rafal Drewniany at DTS Studio, Kraków.
Cover design by Vitold Oleshak
Produced by Völga
Executive producers: Tomasz Konwent & Andrzej Nowak

Polish Jazz Recordings and Beyond * * * * *:
Andrzej Nowak, whom I met at the concert promoting "Völga" in Magia Roja in Barcelona, is together with my friend Tomasz Konwent a co-producer of this incredible album and the initiators of the Spontaneous Music Tribune series. During his stay in Barcelona he told me that he would seek means to produce improvised music mostly from the Peninsula Iberica, because this kind of music is particularly fresh and exploratory. After thinking about, after listening to "Völga" several times, after the first week of May 2017 with Agustí Fernández Liquid Quintet, El Pricto and Vasco Trilla I must say that I agree completely. The scene around Barcelona led by Agustí, has its cult clubs: SODA Acústic, associated with El Pricto, and 23 Robadors, associated with Tom Chant, Vasco Trilla and others. Barcelona has an amazing label led by El Pricto: Discordian Records, that makes releases only in the electronic form, but has already over 100 positons in the catalogue. Lisbon is another heaven for avantgarde music with the label like Clean Feed Records (that includes in the catalogue Tim Berne, Carlos Bica, Anthony Braxton, Mark Dresser, Ellery Eskelin, Peter Evans, Scott Fields, Fight the Big Bull, Charles Gayle, Dennis Gonz\'alez, Mary Halvorson, Alfred Harth, Tony Malaby, Joe Morris, Evan Parker, Elliott Sharp, Ken Vandermark, Otomo Yoshihide...), and musicians like Rodrigo Amado, Miguel Mira, Gabriel Ferrandini and so on. Saying all that I must admit that I am ashamed: I have never been to Lisbon.

Why is "Völga" so special? Why Andrzej Nowak writes in the liner notes "All that tend to expect from an improvising quartet, all the typical delight which we imbibe from the improvising trumpet, guitar, double bass and drums, lose all its significance at this very moment. The album in front of us wil significantly break our longstanding acoustic habits. " And it does indeed.
There several thing one cans say about this album, and I summarize them below. Some are rational, some not...
• This record sounds amazingly fresh. You have bever listened to something like that before.
• In a sense the music can be qualified as a contemporary free improvised minimalism. Long, repetitive sounds and sound patterns are overwhelmingly present. Yet, the music is collectively improvised, so in this sense very different from typically composed minimalistic compositions
• The music is predominantly acoustic. 50 years after the debuting performance of Jimi Hendrix Experience in Tops of the Pops electric guitar with all its possibilities became maybe not acoustic instrument, but evidently not THE instrument of the electronic music.
• Practically all members of the group play instruments, but what they play does not sound like the instruments they play. This is particularly true about Vasco: his drums/percussion can sound like a violin or synthesizer. But, this is true about the others also: the trumpet may sound like a saxophone or percussion, the guitar with a bow may sound like a cello, the prepared bass may sound like a percussion set or a trumpet, and so on.
• The music is quiet and meditative, yet there are internal mini-explosions of emotions, something I have never heard before.

The disc contains four track named after places on the Volga river: "Valdái", "Samara", "Kalmukya" and "Astrakhan". They all are similar, yet very different, but there is no reason to distinguish one. The record is outstanding as a whole.
by Maciej Lewenstein

muzycy:
Fernando Carrasco: acoustic & electric guitars, effects and objects
Alex Reviriego: double bass and prepared double bass
Iván González: trumpet
Vasco Trilla: percussion

utwory:
01. Valdái
02. Samara
03. Kalmukya
04. Astrakhan

total time - 47:33
wydano: 2017-03-18
nagrano: Recorded at Saudades Studio, Canovelles, by Denys Sanz on March 18th, 2016

more info: www.multikulti.com

nowości Multikulti Project:

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: