Kategorie

The Legendary Marvin Pontiac Greatest Hits


  • Kod: SB0018
  • Producent: Strange & Beautiful Music (USA)
  • Wykonawca: John Lurie / John Medeski / Steven Bernstein / Angelique Kidjo / Marc Ribot...
  • Nośnik: CD
  • Cena: 59,90 zł
  • Poleć produkt


kontynent: Ameryka Północna
kraj: USA
opakowanie: plastikowe etui
opis:

Przekrój 08/2001
[...] O Marvinie Pontiacu 'Przekrój pisał w numerze 16/2001. Teraz nareszcie - dzięki niezastąpionej poznańskiej Multikulti - do rąk polskich słuchaczy trafiła płyta tego wyjątkowego wykonawcy. Wyjątkowość Pontiaca polega na tym, że nigdy nie istniał. Od początku do końca wymyślił go John Lurie - cześć mu za to i chwała. Na taki krok stać tylko artystów wybitnych, nie obawiających się żelaznych praw rynku i nazwiska. Na płycie 'Greatest Hits" Lurie oczywiście nie występuje. Za to Marvin Pontiac otoczył się wianuszkiem najznamienitszych muzyków. Michael Blake, Kenny Wolleson, John Madeski i Steven Bernstein - to twórcy gwarantujący muzyką na najwyższym poziomie. I tak też jest tym razem. Czternaście utworów na krążku to same perełki utrzymane w bluesowej tonacji. 'I'm a doggy" - bardziej wymruczana niż zaśpiewana ballada o tym, że wokalista jest...pieskiem. 'Pancakes, 'Rubin", 'Little fly" łączą zupełnie abstrakcyjne teksty z muzyką będącą fuzją bluesa, lekkiego jazzowania z diabelskim szaleństwem. John Lurie nagrywając taką właśnie płytę, udowodnił krytykom i słuchaczom, że istnieje jeszcze muzyka pomysłowa, świeża, która stawia bardzo wysoką poprzeczkę artystą próbującym pójść podobną drogą. A poza wszystkim to świetny album. [...]
autor: Robert Ziębiński


Onet, EMD; 2003-08
[...] To kolejna, nie nowa już płyta, którą polecam. Ale cóż tu mówić o nowości, skoro jej główna postać nie żyje już od ponad 20 lat. Aż dziw, że Johnowi Luriemu udało się dotrzeć do zachowanych jego nagrań i wydać je obecnie na płycie. Z towarzyszących Pontiacowi muzyków wynika, że płyta zrealizowana jest obecnie na zasadzie dogrania partii instrumentalnych do zachowanych taśm. Nota bene wielkie słowa uznania należą się inżynierowi dźwięku, który dokonał cudownego wręcz połączenia partii starych i nowych.

Kim był Marvin Pontiac? Najkrótszy opis, to nikomu nie znanym geniuszem bluesa. Bluesa, albowiem - choć utwory zawarte na tej płycie dość luźno są z bluesem związane są one tą muzyką przesiąknięte. Dlaczego geniuszem? Bo potrafił tę muzykę uwspółcześnić, tak by mogła ona jeszcze wiele lat po jego śmierci zabrzmieć odkrywczo. Jest tu nieco jazzu, nieco muzyki hawajskiej, nieco piosenki - wręcz wszystko. Był także multiinstrumentalistą potrafiącym zagrać na niemal każdym instrumencie kojarzącym się z bluesem. Był Pontiac również tekściarzem piszącym wcale dowcipne teksty. Wiadomo, że Pontiac nie wydał za swego życia żadnej płyty i to nawet pomimo wielokrotnego nagabywania go przez szefa wytwórni Lagarto, który chciał nagrać jego utwory. Był też Pontiac postacią pechową - nie tylko trafił do szpitala psychiatrycznego, ale będąc jego pacjentem został śmiertelnie potrącony przez autobus. Dla osób dociekliwych nie będzie trudnością dotarcie do materiałów biograficznych dotyczących Pontiaca, choć są one bardzo skąpe i pochodzą w zasadzie jedynie ze strony wytwórni, która płytę tę wydała.

Nie wiemy natomiast niestety, czy aranżacje i instrumentacja pochodzi od Pontiaca czy też od Luriego. Jeśli jest dziełem Pontiaca, to musiał on być także wybitnym aranżerem, skoro koncepcje jego w tej dziedzinie wyprzedziłyby muzykę Waitsa i Luriego wiele lat przecież późniejszą, a na swój sposób podobną. Nie wiemy także jak Pontiac wyglądał, pozostało po nim doprawdy niewiele zdjęć, z reguły zrobionych podczas jego pobytu we wspomnianym szpitalu. Choroba Pontiaca dawała się bowiem we znaki - twierdził on mianowicie, że robienie zdjęć kradnie duszę. Spoglądając na zdjęcia na omawianej płycie można się nad stanowiskiem tym bardzo zastanowić.

Muzyka zawarta na tej płycie, to jakby śpiewana wersja The Lounge Lizards - kultowego zespołu Johna Luriego. W ten sposób - niejako przy okazji odkrycia muzyki Pontiaca odkryciu uległo też jedno z tajemniczych źródeł muzyki tego dziwnego zespołu.

Wiemy zatem już doprawdy wiele. Wiemy także, że Marvin Pontiac nigdy nie istniał.
autor: Paweł Baranowski


TV Sat Magazine 09/2001
[...] Rynek muzyczny poszedł już w tak wielu kierunkach, że coraz trudniej zaskoczyć słuchaczy czymś zupełnie nowym. Na szczęście jednak twórcy nie dają za wygraną choć nie zawsze są do końca oryginalni. Przykładem nowa propozycja z katalogu Multikulti. Na okładce płyty jest nieostre czarno - białe zdjęcie wykonawcy. Również na fotografiach wewnątrz książeczki towarzyszącej kompaktowi trudno rozpoznać twarz artysty. A jest nim Marvin Pontiac, który podobno wierzył, że zrobienie komuś zdjęcia jest równoznaczne z odebraniem mu duszy i dlatego nie pozwalał się fotografować, a opublikowane zdjęcia powstały bez jego wiedzy, z ukrycia, co tłumaczy ich słabą jakość. Chociaż artysta urodził się w 1932 roku w USA, wychował się w Afryce (Mali), skąd pochodzi jego ojciec, który nazywał się Toure, ale zmieni ł nazwisko na Pontiac, gdy rodzina przeprowadziła się do Detroit, jako, że to typowe amerykańskie nazwisko... Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o Marvinie Pontiacu, który zginął w 1977 roku pod kołami autobusu, odsyłam do Internatu. Natomiast wszystkim miłośnikom dobrej muzyki z elementami bluesa i jazz w naprawdę profesjonalnym wykonaniu polecam jego album 'Greatest Hits'. Teksty piosenek utrzymane są miejscami w nurcie twórczości Franka Zappy. Nawet głos wokalisty w utworze 'She Ain't Going Home' przypomina tego wykonawcę. Płyta zadziwia wspaniałą realizacją nagrań, które przecież wydobyto gdzieś z archiwów po ponad 28 latach... W tym miejscu muszę uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć, że niektóre partie instrumentalne i wokalne zarejestrowano całkiem współcześnie. Jak oni to robią? Ażeby wyjaśnić moje wątpliwości co do oryginalności pomysłu przypominam pewną płytę z repertuaru Gartha Brooksa... Reszty dowiedzą się ci, którzy kupią album, a wydaje się, że warto. [...]
autor: Grzegorz Walenda



Audio Video 2001/10, ocena: * * * * *
[...] Muzyczny teatr Marvina
Bluesman Marvin Pontiac, pół-Żyd, pół-Malijczyk, jest postacią nieznaną, Bo i nieistniejącą. Wymyślił go John Lurie saksofonista zespołu Lounge Lizard, aktor, artysta wszechstronny. Dla Jima Jarmusha stał się archetypem 'twarzy bez wyrazu' w filmie 'Inaczej niż w raju'. Sztuka Johna Luriego, niezależnie od tego w jakiej formie wypowiadana, zawsze prowokuje. Taka też jest ta płyta. Lurie tworzy ciekawe muzyczne przedstawienie, które na bluesowym szkielecie buduje całkowicie odrębną muzyczną wizję. Polega ona na swoistej nastrojowości dwóch warstw: tekstowej i muzycznej. Wyraz nadane Lurie przede wszystkim tym, że nie odśpiewuje tekstu. On go naprawdę przeżywa. Dużo w tym nieudawanego aktorstwa. Aranżacja stoi moim zdaniem na najwyższym poziomie. Ociera się o bluesa, klimat mrocznych utworów Toma Waitsa, rytmy funky, gdzieniegdzie słychać skojarzenia z jazzem. Chórek pełni - jak w teatrze - rolę repetytora i komentatora wieloznacznego teksty. Strona realizacyjna jest bez zarzutu - bogata panorama, żywe dynamiczne i pełne brzmienia. Choć udział bierze dużo instrumentów, z syntezatorami przeplatają się marimba, wiolonczela, sekcja dętych blaszanych, dźwięk jest tak uporządkowany. Tak jakby chciał ł skupić uwagę na treści słów, których inteligentny humor niesie sporo życiowych prawd. [...]
autor: Elżbieta Chojnowska


Audio 01/2002, ocena: Muzyka: * * * 1/2; Realizacja: * * *
[...] Wódz formacji Lounge Lizards, sam John Lurie, występuje pod pseudonimem. Chropowate, miejscami trącące abstrakcją białe bluesy ciągną się przez kilkanaście kawałków przypominając atmosferą produkcje Toma Waitsa. Lurie wspierany żeńskim chórem deklamuje jakby od niechcenia odlotowe teksty, brzdąka na gitarze a jazzujący przyjaciele dokładają się do artystycznego bałaganiku. Dla fanów pozycja to niemal obowiązkowa i może stać się przedmiotem kultu, natomiast przypadkowy słuchacz może od razu zbulwersować się, że powiedzmy gitara nie stroi. [...]
autor: Cezary Gumiński


City Magazine 09/2002 nr 25
[...] Marvin Pontiac był pół-żydowskim, pół-afrykańskim z pochodzenia amerykańskim bluesmanem o niewielkiej sławie, ale bujnym życiorysie )spotkał kosmitów, siedział w zakładzie psychiatrycznym po tym jak przejechał nago na rowerze po mieści itd.). Wszystko wskazuje na to, że jest po prostu wytworem wyobraźni innego, już współczesnego muzyka - Johna Luriego, szefa Lounge Lizards, który jego nazwiskiem firmuje własny projekt bluesowy. ciekawie jest gdy zapuszcza się na terytorium mistycznego voodoo bluesa, znanego dotąd choćby z nagrań. Dr. Johna, Jeszcze ciekawiej, gdy wplątuje w to elementy muzyki afrykańskiej, jak w świetnym 'Small Car', a gdy wędruje blisko własnych soundtracków do filmów Jarmuscha, jest po prostu miło. Nie jest to z pewnością najlepsza płyta w dorobku Luriego, ale skoro nawet Leonard Cohen powiedział o Marvinie: 'objawienie', to warto na chwilę uwierzyć w jego istnienie..
autor: Bartek Chaciński



muzycy:
Danny Blume, John Medeski, Tony Sherr, Kenny Wolleson, Michael Blake, Jaime Scott, Evan Lurie, Art Barton, Steven Bernstein, Angelique Kidjo, Eric Sanko, Calvin Weston, Marvin Pontiac i wielu, wielu innych...
utwory:
1. I'm a Doggy
2. Sam's Car
3. Now I'm Happy
4. Power
5. Runnin' Round
6 Pancakes
7. Bring Me Rocks
8. Rubbin
9. Wanna, Wanna
10. Sleep at Night
11. Arms & Legs
12. Ain't Going Home
13. Little Fly
14. No Kids

total time - 51:37
wydano: 1999
more info: www.strangeandbeautiful.com
więcej na stronie Polskiego Radia

nowości Multikulti Project:

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: