Kategorie

John Zorn: Alhambra Love Songs


  • Kod: TZ7374
  • On Stock
  • Producent: Tzadik (USA)
  • Kod producenta: 0702397737421
  • Wykonawca: Ben Perowsky / Rob Burger / Greg Cohen
  • Nośnik: CD
  • Cena: 66,99 zł
  • Poleć produkt

Surf Jazz / Downtown scene
premiera polska:
2009-07-21,
Wydawnicto Audiofilskie

seria wydawnicza: Archival Series
kontynent: Ameryka Północna
kraj: USA
opakowanie: digipackowe etui
opis:

chacinski.wordpress.com:
Zorn w najlżejszej możliwej postaci. Może bez banalnych motywów rodem z "The Dreamers" - i chwała Bogu, choć w tym wypadku chyba bardziej Jehowie - ale wciąż bardzo przystępnie. Blisko do serii "The Book Of Angels" (nie tylko z uwagi na projekt okładki) i do dwóch przynajmniej odcinków "Filmworks": "Invitation To Suicide" i "The Rain Horse". Oba łączy zresztą osoba Roba Burgera, którego i tu Zorn obsadził w roli pianisty. Burger grywa lekko, czego dowodem współpraca z Norą Jones (to ten brakujący element łączący na mapie nowojorskiego jazzu ją i Zorna). Jest też elastyczny, bierze zarazem udział w sesjach Calexico, a obok fortepianu świetnie radzi sobie na organach. Elastyczny jest również Greg Cohen, który prócz okołomasadowych składów Zorna dorabia sobie jako współpracownik big bandu Woody'ego Allena (!). I nie po raz pierwszy zostaje bohaterem płyty Zorna (sam maestro nic tu nie robi poza napisaniem wszystkich utworów i czuwaniem nad wykonawcami). Tym razem jednak to nie jego gra na kontrabasie (na tym instrumencie grywa w Masadzie) decyduje o świeżości "Alhambry", tylko ekspresyjne, i lekkie zarazem utrzymane w szybkim tempie partie gitary basowej. Liryczny Burger i grający na perkusji doświadczony Ben Perowsky po prostu świetnie z nim współpracują. Przynajmniej tyle mogę wychwycić i pochwalić, płodność kompozytorska Zorna jest dla mnie czynnikiem wymykającym się jakiejkolwiek ocenie. Jeśli ktoś myślał, że po serii świetnych kompozycji Zorn obniży loty, powinien teraz wykrzyczeć to głośno, słuchając "Alhambry".

autor: Bartek Chaciński


Audio, ocena: Wykonanie * * * * */ Nagranie * * * * *:
John Zorn przypomniał nam o sobie w wielkim stylu podczas ostatniego festiwalu WSJD, gdzie pojawił się z trzema formacjami, choć jako muzyk nie w każdej zabrał głos, a tylko gestykulował. Stanowi to rzadkość w świecie jazzu, by kompozytor występował w roli dyrygenta małej grupy, ale jest to jedna z ekstrawagancji Zorna i trzeba obiektywnie przyznać, że jego obecność na scenie znakomicie katalizuje rozwój akcji. Firmuje on też własnym nazwiskiem szereg płyt, jak chociażby tę, ale de facto na nich nie gra. Już ponad dekadę temu zaprezentował w ten sposób Masada String Trio, a potem szereg innych formacji, jak na przykład te, realizujące wybrane tomy z serii "Filmworks".

Ponieważ jednak firma Tzadik należy do Johna Zorna, występujący tam artyści muszą pogodzić się ze szczególnym patronackim obyczajem i chyba przystają na taki dyktat, skoro katalog Tzadika imponująco się powiększa. Niewiarygodna pozostaje też płodność kompozytorska Zorna, który w ciągu roku potrafi nagrać kilka płyt z własnym udziałem i na drugie tyle dostarczyć świeżo napisanego przez siebie materiału, a jego archiwa ponoć pękają od nadmiaru jeszcze nie publikowanych utworów. Wreszcie należy wspomnieć o niebywałym rozrzucie stylistycznym twórczości Zorna, który na szczęście wybiera innym takie utwory, które razem stanowią pewną spójną całość.

Krążek "Alhambra Love Songs", zgodnie z tytułem, zawiera materiał ponętny dla ucha i ducha. Będąc pod urokiem Zatoki San Francisco, John Zorn napisał i zaaranżował jedenaście utworów. Każdy z nich zadedykował jakiemuś znanemu artyście, który tam zamieszkuje, a wśród nich znaleźli się: Vince Guaraldi, Mike Patton, Clint Eastwood, Terry Riley, czy David Lynch. Skomponowane melodie są pełne uroku i chyba równie powabnych nie znajdziemy w całym dorobku Zorna. Głównym źródłem inspiracji jest, oczywiście, tradycja klezmerska. Zorn powierzył wykonanie repertuaru starannie dobranemu triu: Rob Burger - fortepian, Greg Cohen - kontrabas i Ben Perowski - perkusja. Muzycy ci wielokrotnie współpracowali z Zornem, również w projektach eksperymentalnych, a Burger wraz z Cohenem (i wiolonczelistą Erikem Fiedlanderem) odnieśli niedawno sukces nagrywając ścieżkę muzyczną do wzruszającego filmu „Rain Horse (Filmworks XIX)".

Tym razem trio Burgera miało za zadanie zinterpretowanie materiału z wdziękiem, jaki towarzyszył najlepszym dokonaniom zespołów Vince Guaraldiego czy Ramseya Lewisa, choć z większą dozą romantyzmu. Zasadniczą rolę w prezentacji odegrał oczywiście Burger. Kontakt tego multiinstrumentalisty z fortepianem (Zorn najczęściej wykorzystywał go jako akordeonistę) przynosi nadspodziewanie dobre rezultaty. Burger nie błyszczy prędkością i arsenałem zaskakujących zwrotów, ale obdziela nas obficie nasyconymi barwą akordami i z niebywałym wyczuciem rozkłada akcenty w transparentnych fakturach utworów. Jego intencje bezbłędnie podchwytują Cohen i Perowski, a doskonale wiadomo, że mogliby chcieć popisać się własnymi umiejętnościami, co diametralnie zmieniłoby charakter prezentacji i czar melancholijnego nastroju z pewnością by prysnął. Wprawdzie Cohen posiada krótkie solówki na kontrabasie, ale są one poprzedzielane wejściami fortepianu, co pozwoliło zachować ciągłość klimatu. Momentami Perowski zaznacza też swą obecność, ale są to zawsze subtelne i zwięzłe sentencje. Wprawdzie trio nie składa się z gigantów, ale w jakiś magiczny sposób udaje się im oczarować słuchaczy pięknem i prostotą.
autor: Marek Dusza

sz0408.wordpress.com:
Alhambra z arabskiego 'Czerwona wieża', jest dawną twierdzą mauretańskich kalifów zbudowana w andaluzyjskim regionie Hiszpanii. W pięknym pałacu z kilkoma dziedzińcami i dekorowanymi salami, spotykają się panie i panowie nucąc miłosne melodie. Olbrzymie ogrody wokół dają nieograniczoną przestrzeń zakochanym. Radość, sprośne zabawy w upalnym czerwcowym słońcu pozwalają zapomnieć o codziennym życiu. Wiele chłodnych zakątków pozwala się ukryć, a balkony, z których roztaczają się wspaniałe widoki ochłonąć i rozmarzyć kiedy ukochana już zaśnie. Nic szczególnego, powolna, płynąca w romantyczny sposób płyta, znakomita do bycia 'tłem' niezapomnianego wieczoru.
autor: Phu



Editor's info:
In an easy listening mode, Alhambra Love Songs is Zorn's touching and lyrical ode to the San Francisco/Bay Area and the wonderful artists who have made it their home. Including tributes to artists as diverse as Vince Guaraldi, Clint Eastwood, David Lynch, Mike Patton and Harry Smith, the music is some of the most beautiful and soothing Zorn has ever written. Touching on the jazz/pop/funk trios of Vince Guaraldi and Ramsey Lewis, the music is scored for a remarkable piano trio of Rob Burger (Rufus Wainwright, Marianne Faithfull, Laurie Anderson), Greg Cohen (Ornette Coleman, Masada, Burt Bacharach) and Ben Perowsky (Uri Caine, Steve Bernstein, John Lurie). Evocative and endlessly listenable, this is perhaps the single most charming cd in Zorn's entire catalog, and will appeal to fans of Vince Guaraldi, Ahmad Jamal, Henry Mancini and even George Winston!

muzycy:
John Zorn: compositions
Ben Perowsky: Drums
Rob Burger: Piano
Greg Cohen: Bass

utwory:
1. Mountain View (for Vince Guaraldi)
2. Novato (for Mike Patton)
3. Pacifica (for Harry Smith)
4. Benicia (for Paul Canales)
5. Half Moon Bay (for Lyn Hejinian)
6. Moraga (for Clint Eastwood)
7. Tamalpais (for Elissa Guest)
8. Larkspur (for Willie Winant)
9. Alhambra Blues (for Mo Siegel)
10. Miramar (for Terry Riley)
11. Tiburon (for David Lynch)

wydano: 2009-03
more info: www.tzadik.com

Obrazek 1

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: