Kategorie

Lost Tawns


  • Kod: MPJ013
  • Producent: Multikulti Project (PL)
  • Wykonawca: Daktari
  • Nośnik: CD
  • Cena: 37,99 zł
  • Poleć produkt

Player


Modern Jazz / Indie Jazz
premiera polska:
2014-05-15
seria wydawnicza: Jazz Series
kontynent: Europa
kraj: Polska
opakowanie: kartonowe etui
opis:

multikulti.com
Daktari to jeden z rozlicznych projektów młodego trębacza i polskiej innowatora sceny jazzowej, Olgierda Dokalskiego (kiRk, Altona, Nor Cold, Jan Czapla, Olgierd Dokalski Trio). Zespół ten w dość radykalny sposób połączył jazz o żydowskiej proweniencji z improwizowanym rockiem, ocierającym się o noise.

Daktari od początku grają ostro, radykalnie i bezkompromisowo. Najnowszy album „Lost Tawns” koncertową premierę będzie miał na tegorocznej edycji Festiwalu Nowa Muzyka Żydowska w Warszawie.
Ich czytelnym znakiem rozpoznawczym stała się fuzja nieskrępowanej noise’owej energii z organicznym wręcz zamiłowaniem do świata muzycznych improwizacji. Pełno tu szorstkich garażowych klimatów i odniesień do zakurzonych folkowych pieśni. Muzyka Daktari to nieoczywista mozaika brzmień, które otwierają przed słuchaczami kipiącą emocjami przestrzeń. Ich autorskie kompozycja mają wiele wspólnego z muzyką żydowską, pełno w nich luzu i świeżości, ale przede wszystkim rozsadza je czysta energia.

Debiutancki album zespołu „This is The Last Song I Wrote About Jews Vol. 1” z 2011 roku był, obok pierwszej płyty Niechęci, najsilniejszym ciosem w skostniały polski jazz, przynajmniej od czasów yassu. Płyta została nagrana „na żywo ale w studio” i zawiera wyłącznie własne kompozycje, odwołujące się do muzyki klezmerskiej. Zamiast odtwarzania dawnych dźwięków, zespół tworzy swoją autorską wizję tej muzyki. Premiera płyty miała miejsce na Tzadik Poznań Festival, na którym prezentowane są najciekawsze zjawiska nowej muzyki żydowskiej.
"Daktari to prawdopodobnie jazzowy debiut roku." (wg założonego przez Mariusza Adamiaka jazzowego portalu Jazzarium)
„Jeden z najmocniejszych tegorocznych debiutów” – Łukasz Kamiński, „Gazeta Wyborcza”
„Niemal każdy nowy skład patrzy na żydowską tradycję w inny sposób. (…) Daktari jest oryginalne – postanowiło złączyć ją z hałasem.” - Wojciech Lada, „Uważam Rze”
„W ich muzyce miesza się bardzo wiele wpływów. Jest tu jazz, rock, muzyka żydowska, alternatywa, noise a nawet sympatie filmowe (“Zanussi”). Mieszanka ludzi, charakterów i ich muzycznych sympatii dała tu efekt bliski doskonałości.” –Kajetan Prochyra, Jazzarium.pl


Kolejna płyta "I Travel Within My Dreams With a German Passport" to zapis kolektywnej improwizacji nagranej w listopadzie ubiegłego roku w Berlinie, z towarzyszącym zespołowi indonezyjskim gitarzystą Tonim Simatupangiem. Ów zapis to właśnie ta tajemnicza podróż przez sny z niemieckim paszportem.

Od debiutanckiej płyty zespół występuje w tym samym składzie: Olgierd Dokalski – trąbka, Mateusz Franczak – saksofon tenorowy, Maciej Szczepański – bas, Miron Grzegorkiewicz – gitara, Rober Alabrudziński – perkusja, w tym też skłądzie została nagrana najnowsza studyjna płyta "Lost Tawns".

"Daktari zdają się być na fali wznoszącej. Warto trzymać za nich kciuki" - JazzPRESS

"najlepsza do tej pory płyta kwintetu ... w wielu fragmentach to najbardziej melancholijny, ale również najbardziej niedopowiedziany i swobodny album w dorobku Daktari" - popupmusic.pl


JazzPRESS
„Nikt nie może wyjaśnić moich obrazów. Ja sam nie mogę ich wyjaśnić. Wydobywanie sensu z kubistycznego obrazu jest całkowicie niesłuszne” – tak o swoim malarstwie zwykł mawiać jeden z najoryginalniejszych twórców XX wieku.

Pablo Picasso, autor „Mandoliny i gitary” czy „Guernicy”, tą i podobnymi wypowiedziami celnie podsumował naturalną chęć człowieka do ścisłego klasyfikowania sztuki i jej szufladkowania.

Przydzielanie łatek, mówienie o tym „co poeta miał na myśli”, przychodzi nam zbyt łatwo. Tymczasem w przypadku muzyki improwizowanej, której za największy walor należy uznać właśnie jej nieokreśloność, jest podobnie jak ze wspominanym kubizmem.

O Daktari dużo mówi się w kontekście muzyki żydowskiej. Z jednej strony – to uzasadniony zabieg. Po pierwsze dlatego, że już pierwsza płyta zespołu This Is The Last Songs I Wrote About Jews, vol. 1 tytułem wskazuje takie, a nie inne inspiracje. Do tego dochodzą koncerty na Festiwalu Nowa Muzyka Żydowska – co też robi swoje. Jednak takie potraktowanie kwintetu prowadzonego przez trębacza, Olgierda Dokalskiego, nie oddaje (i tu wracamy do cytatu z Pablo Picasso) sensu, jaki próbujemy wydobyć z muzyki Daktari. Być może zresztą, jako się rzekło, wydobywanego zupełnie niesłusznie.

Można się jednak pokusić o stwierdzenie, że pierwsza płyta odsłaniała przed słuchaczem wyraźne ramy i nie sprawiała większych problemów z określeniem jej zalet i wad (a było ich trochę). Drugie wydawnictwo (spontanicznie nagrane i wydane I Travel Within My Dreams With A German Passport) ukazało już jednak Daktari w zupełnie innym świetle. Muzycy zapomnieli o przyzwyczajeniach, swoich mocnych i słabszych stronach. Inspiracje nie przesłoniły chęci wyrażenia siebie za pomocą kolektywnej improwizacji. Słowem – twórcze uniesienie było czymś na tyle naturalnym, że na płycie udało się uchwycić prawdziwe emocje. Efekt był zatem unikalny.

Lost Tawns próbuje. Z dużym poodzeniem próbuje nas wciągnąć w świat dźwięków niepowtarzal- nych. Zdaniem niżej podpisanego Daktari udaje się przeciągnąć słuchacza na swoją stronę, np. w otwierającym, leniwie rozwijającym się „Swamp Thing Appetizer”.

Zmiennością nastrojów urzeka z kolei przestrzenne „Fear The Dear”, które idealnie współgra z frapującą okładką Lost Tawns.

Niekiedy jednak można odnieść wrażenie, że zespół wraca do przyzwyczajeń z debiutu, co akurat nie może dziwić i nie musi być zarzutem – płyta była nagrywana przecież w drugiej połowie 2011 roku i długo czekała na swoją premierę. W efekcie, gdzieś tam gitara zabrzmi a’la Sonic Youth, perkusista nada post rockowy rytm, a sekcja dęta wyraźniej zaakcentuje bardziej przewidywalny motyw. Nie zmienia to jednak faktu, że płyty słucha się z zainteresowaniem i uwagą. W końcu Daktari zdają się być na fali wznoszącej. Warto trzymać za nich kciuk i.
autor: Piotr Wojdat

tegoslucham.pl
Długo oczekiwana płyta warszawskich improwizatorów.

Debiut Daktari był mocnym kopem w naszą zastygłą od jakiegoś czasu scenę jazzową. Zespół niebawem zarejestrował materiał na drugi album. Jego wydanie długo odkładano, a w międzyczasie ukazała się kolejny krążek grupy. W końcu płyta nagrana jako druga, ukazuje się pod numerem 3 w dyskografii Daktari. Trochę zagmatwane? Podobnie jak muzyka na „Lost Tawns”.

Mimo że płyta ta została nagrana niespełna pół roku po ukazaniu się debiutu, oba wydawnictwa sporo dzieli. Przede wszystkim ulotnił się gdzieś klezmerski duch, którym przesiąknięty był pierwszy album, a same utwory, przybrały formę rozbudowanych, improwizowanych opowieści. Krążek otwiera, najdłuższy w zestawie, wielowątkowy „Swamp thing appetizer”. Rozwibrowana trąbka Olgierda Dokalskiego, raz prowadzi subtelne dialogi, raz przekomarza się z saxem Mateusza Franczaka. W pewnym momencie żywioł ten, próbuje okiełznać bas, a potem przychodzą mu z pomocą masywne bębny, torujące drogę dla kolejnych, improwizowanych jazd. Dalej jest równie ciekawie. Pojawiają się strzępy melodii, karkołomne figury, a zamiast rytmów, kłębią się zwoje metalicznych dźwięków. Gwoździem programu jest przedostatni utwór na płycie. Po spokojnym, balladowym wręcz początku, grupa wiedzie nas w rejony psychodelicznego, a zarazem nie pozbawionego nerwu postrocka, łącząc go z freejazzową ekspresją. Świetnie pracuje sekcja rytmiczna (Maciej Szczepański/Robert Alabrudziński) a gitara Mirona Grzegorkiewicza, kreuje wizje na miarę Marca Ribota. „Fear the deer” to kompozycja najlepiej ukazująca siłę zespołowego grania. Daktari po mistrzowsku dozuje tu napięcie, odważnie balansując na granicy różnych muzycznych stylistyk.

Muzyka na „Lost Tawns”, przypomina czasami ścieżkę dźwiękową do jakiegoś zakręconego filmu. Ważny jest tu element zaskoczenia. Nie wiadomo czy za chwilę nie znajdziemy się w jakiejś ciemnej uliczce wielkiego miasta, czy może wyjedziemy z niego na otwartą przestrzeń. Tej w muzyce warszawskiego kwintetu jest sporo. Podobnie zresztą jak emocji, spontanu i energii. Daktari to w tej chwili czołówka naszej sceny improwizowanej. Nieistotne czy o bardziej jazzowym czy rockowym odchyleniu.

popupmusic.pl
Różne okoliczności sprawiły, że nagrana nie tak długo po wydaniu debiutu druga płyta Daktari faktycznie jest pozycją numer trzy, przedzieloną od pierwszej dość spontanicznie zarejestrowanym i wydanym w zeszłym roku I Travel Within My Dreams With a German Passport.
Kiedy zespół wychodził ze studia, kończył się 2011 rok, materiał był (przynajmniej w części) ogrywany na późniejszych koncertach, zatem rzecz to nienowa i nie przynosząca zaskoczenia, niemniej składająca się na moim zdaniem najlepszą do tej pory płytę kwintetu. Postrzegam ją jako ulokowaną gdzieś pomiędzy stylistyką debiutu (w kontekście nośnych melodii) a rozimprowizowaniem i abstrakcją poprzedniczki, choć tutaj bardziej wyrazistą i konkretną.
Zespół najwidoczniej na dobre wypadł z orbity szeroko pojętej muzyki żydowskiej i klezmerskiej, ale nie zrezygnował z chwytliwej melodyki, co w połączeniu ze swobodną, daleką od schematyczności narracją i umiejętnie budowanym napięciem przynosi dobrą w odbiorze całość.
Pięć dość rozbudowanych kompozycji całkiem zgrabnie łączy tematy o momentami lekko filmowym kolorycie, dyskretne gitarowe faktury płynące najczęściej z dalszego planu, połamane brzmieniowo struktury, wreszcie postrockowe kulminacje.
W wielu fragmentach to najbardziej melancholijny, ale również najbardziej niedopowiedziany i swobodny album w dorobku Daktari. I nie ma co narzekać na fakt, że pewnie to nic odkrywczego i olśniewającego, bo zwyczajnie dobrze się tej płyty słucha.
autor: Marcin Marchwiński


polskieradio.pl:
Daktari to kolejny bardzo ciekawy polskich zespół czerpiący z tradycji żydowskiej, który powiązany jest z Festiwalem Nowa Muzyka Żydowska w Warszawie i na którym swoją koncertową premierę miał ich album „Lost Tawns” (wyd. Multikulti). Znakomity trębacz młodego pokolenia, który szlifuje swój styl zarówno w trio, jak i choćby w Nor Cold – Olgierd Dokalski, jak na lidera zespołu przystało, popycha go w otchłanie radykalnego, bezkompromisowego grania. Mocna, męska, gęsta improwizacja i do tego ocierające się o noise, twarde, proste, rockowe granie. Już wcześniejsze krążki zespołu „This is The Last Song I Wrote About Jews Vol. 1” i "I Travel Within My Dreams With a German Passport" – wywołały dużo zamieszania na polskiej scenie nie tylko zespołów awangardowych, ale i szerzej ogłólnojazzowych. Na najnowszej propozycji czuć przede wszystkim większe zgranie, większą współprace, to ju nie są wspólne występy zdolnych indywiduów – to zwarty kolektyw. O wiele większy wpływ na kształt muzyki na „Lost Tawns” ma sekcja rytmiczna a i wszyscy artyści wydają się bardziej zrelaksowani, tak jakby ocenili (i zapewne słusznie), że już swojego dowiedli, że już nie muszą się tak spieszyć. Ale wciąż fascynuje ich moc i potężne uderzenie.
autor: Mieczysław Burski

muzycy:
Olgierd Dokalski: trumpet
Mateusz Franczak: tenor saxophone
Maciej Szczepański: electric bass
Miron Grzegorkiewicz: electric guitar
Robert Alabrudziński: drums

utwory:
1. Swamp thing appetizer
2. Generic Dreams
3. Human Verification
4. Fear the deer
5. (For girls who love) Batmans

All music composed by Olgierd Dokalski except tracks 4 & 5 by Daktari [Olgierd Dokalski, Mateusz Franczak, Maciej Szczepański, Miron Grzegorkiewicz, Robert Alabrudziński]

total time - 47:22
nagrano:
Recorded in LWW Studio, Warszawa, Poland
Mixed and mastered by Michał Kupicz

Cover photo by Andy Bartee
Artwork & design by Miron Grzegorkiewicz

more info: www.multikulti.com
more info2: www.myspace.com/daktaripl

Obrazek 1

Obrazek 1


Obrazek 1


Obrazek 1


partner wydawnictwa: